Jak się czuję w ciąży? Czyli aktualizacja moich objawów ciążowych.

Jeszcze kilka tygodni temu pisałam Wam o tym, że w ciąży czuję się cudownie i nic nie dzieje się z moim organizmem poza bólem piersi.
Z moimi piersiami jest teraz różnie. Czasem bolą tak, że nie jestem w stanie swobodnie przewrócić się na drugi bok podczas snu i każdy, nawet najmniejszy dotyk przynosi niesamowity ból, a czasami, jak na przykład dzisiaj, moje piersi dają mi odpocząć i czuję ból jedynie przy mocniejszym dociśnięciu. Zdecydowanie są większe i pełniejsze. Oczywiście nie urosły jakoś dramatycznie, ale dodałabym im na tym etapie jakieś pół rozmiaru.
Tak jak pisałam przy ostatnim poście pojawiły się u mnie mdłości. Zeszły tydzień to był tydzień całodniowych mdłości, które dały mi spokój dopiero w weekend. W tym tygodniu mdłości męczyły mnie tylko w poniedziałek i wtorek. Nawiedzają mnie natomiast codziennie tzw. Poranniaczki, czyli te, które odczuwam zaraz po wstaniu. Trwają one dosłownie kilka minut. Po tym jak przechodzą i mogę zjeść spokojnie śniadanie, pojawiają się ponownie właśnie po nim. I wtedy, zależy od dnia – albo zostają do wieczora albo znikają kilka minut po drugim „ataku”. Generalnie nie ma na nie rady, a próbowałam wszystkiego – częstszych, ale mniejszych posiłków, picia dużej ilości wody (posiłki jak i duża ilość wody wzmagają u mnie wymioty), jedzenia innych rzeczy – lżejszych, mniej zapachowych. W pierwszym tygodniu mdłości wydawało mi się, że znalazłam na te poranne cudowny sposób – napicie się małego łyka coli. Pomogło raz, drugi i chyba nawet trzeci, a za kolejnym razem pobiegłam do toalety wkładając głowę w sedes. Nie wymiotowałam, ale było blisko.
Nawiązując do tego wyżej, na szczęście nie miałam jeszcze tej nieprzyjemności aby wymiotować. Mdłości nie są na tyle silne aby doprowadzać mnie do takiego stanu.
Odnośnie wizyt w toalecie niewiele się zmieniło. Rzeczywiście bywam w niej częściej, ale to pewnie wynika z ilości płynów jakie spożywam – czuję potrzebę picia więcej i częściej. Zjadam też więcej owoców, które zawierają w sobie dużo wody.
Nie zmienił mi się smak i raczej nie wyostrzył mi się zapach. Wydaje mi się, że jest normalnie.
Pod względem emocjonalnym jest tak jak było – nie jestem bardziej wrażliwa niż byłam poprzednio, nie wpadam szybko w złość, a następnie w euforię.
Są jednak dwie rzeczy, które doskwierają mi jak żadne inne…
Pierwszą z nich jest spadek energii. Zapewne związane jest to ze spadkiem cukru we krwi i dopada mnie najczęściej… na zakupach!
Uwielbiam robić zakupy, chodzić po sklepach, oglądać wszystko co spotykam na swojej drodze. Jednak niejednokrotnie już mi się zdarzyło, że chodząc po sklepie czułam nagły spadek energii i ledwo mogłam przebierać nogami aby dojść do kasy czy w końcu wyjść ze sklepu. Nie czuję się śpiąca czy zmęczona, ale po prostu słaba. Kupowanie ubrań jest dla mnie katorgą, gdzie kiedyś mogłam przesiadywać w sklepie godzinami. Strasznie mnie męczy chyba duża powierzchnia sklepu, ilość ludzi czy ilość rzeczy, które tam są, nie wspominając o przymierzaniu ubrań, które jest dla mnie wycieńczające fizycznie. Stałam się dzięki temu za to fanką zakupów online :)
Na szczęście na tę przypadłość znalazłam sposób – słodkości! Po spadku energii wystarczy że zjem coś, co zawiera dużo cukru. Oczywiście mogłabym zjeść zdrowego owoca czy inną zdrową rzecz, ale nie oszukujmy się – czekoladowy batonik jest dużo bardziej kaloryczny, doda mi więcej energii w dużo krótszym czasie. Rzeczywiście jest tak, że po zjedzeniu kawałka czekolady energia dość szybko do mnie wraca, co jest bardzo ważne po wyjściu ze sklepu i przed jazdą samochodem. Ale wiadomo, pogoda jest jaka jest i czekolada dość szybko mogłaby zmienić swoją konsystencję, dlatego zawsze w torebce, kurtce czy samochodzie noszę suszone owoce (morele i śliwki), landrynki czy inne nie czekoladowe cukierki.
Za to przypadłością, na którą nie udało mi się znaleźć sposobu jest ciągłe, całodniowe zmęczenie. Z natury jestem osoba bardzo energiczną, robię kilka rzeczy naraz i na wszystko znajduję czas. Niestety, ciągłe zmęczenie jest ciężkie do wytrzymania.
Wracam do domu po pracy zmęczona tak, jakbym pracowała fizycznie przez co najmniej 12 godzin. Kładę się na łóżku i po prostu leżę. Nie chce mi się gotować, nie chce mi się sprzątać, nie mówiąc już o ćwiczeniach, które obiecałam sobie robić codziennie. Nie jestem śpiąca, ale jestem zmęczona. Kładę się wcześnie spać, a mimo tego wstaję niewyspana. Prawdę powiedziawszy nie wiem co ze mną będzie jak będę już w zaawansowanej ciąży, ale już się tego boję ;)
No i zapomniałabym o najważniejszym. Jestem przy końcówce 8 tygodnia i… zaczyna mi rosnąć ciążowy brzuch :) Należę do tej grupy szczęśliwych osób, które raczej nie mają problemów z odstającym brzuchem i u mnie ten przypadek jest już widoczny. Spodnie zaczynają być przyciasne, a dopasowane do tej pory sukienki nie leżą już idealnie. Jestem na takim etapie gdzie jeszcze mogę ciążę ukryć przed niektórymi osobami, ale chyba zbyt długo to nie potrwa :)

Wiadomo, jak to u ciężarnych, bywają dni gorsze i bywają dni lepsze.
Moja rada dla przechodzących teraz przez ten czas – przeczekać. Po prostu. Innych sposób nie ma.
Ale na pocieszenie powiem, że drugi trymestr jest spokojniejszy :)
Przesyłam ciążowe fluidki :*

Komentarze